Moja przygoda z malowaniem na koszulkach zaczęła się dużo wcześniej.
Ale zacznę od początku.
Zapisałam moje dzieci jak były jeszcze w wieku przedszkolnym na zajęcia taneczne w naszym poznańskim Pałacu Kultury. W miesiącu grudniu odbyły się pokazy działających tam różnych pracowni. Jedną z nich to malowanie na jedwabiu. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w żadnych warsztatach a tym bardziej plastycznych. Miałam to szczęście, że zajęcia w tej pracowni odbywały się w tym samym czasie co zajęcia dzieci. „Mogłam więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu” . Dzieci miały swoje zajęcia taneczne a ja plastyczne. Początki nie były łatwe. Czułam skrępowanie. Pomysły gdzieś ukryły się w zakamarkach mojej głowy. Rozciągnięcie jedwabiu na ramce do tego przeznaczonej zajmowały jednak trochę czasu. Nie zdążyłam się dobrze rozpędzić a tu już był koniec zajęć. W późniejszym czasie pożyczałam ramkę do domu i wtedy kiedy nikt nie patrzył mi na ręce i nie czułam limitu czasowego malowałam.
Musiałam odłożyć na później moje malowanie by skupić się na przyziemnych aspektach życia codziennego.
Upłynęło parę lat.
Upalne lato. Sprzedawane koszulki choć kolorowe to jednak z dużą domieszką przędzy syntetycznej. Ubierając taką właśnie bluzeczkę czułam jak moja skóra ma problem z oddychaniem. Postanowiłam wrócić do malowania. Kupiłam trzy podstawowe kolory farb do tkanin. Oczywiście zakupiłam również koszulki T-shirt 100% bawełniane. Nie miałam żadnej koncepcji co ma pojawić się na niej. W tamtym momencie ważne było dla mnie sprawdzenie wytrzymałości farb na tkaninie bo trudno najpierw zadać sobie trud z malowaniem by podczas pierwszego prania doszło do zdewastowania całego rysunku. Pierwsze pranie. Stwierdzenie, że wszystko na koszulce jest bez zmian, zachęciło mnie do zakupu kolejnych kolorów farb. A dalej to już szaleństwo bez żadnych ograniczeń. Obecnie maluję na kurtkach, bluzach, poduszkach i innych wyrobach z tkanin. Dzięki takim pracom świat dookoła mnie jest bardziej kolorowy. Najważniejsze dla mnie jednak jest to, że wszystkie działanie plastyczne mają dla mnie działanie terapeutyczne. Kiedy głowę zaprzątają galopujące i natrętne myśli to wychodząc z pracowni czuję spokój. Moje myśli są okiełznane i uporządkowane.
Dla mnie to inna forma medytacji.



