Radiestezja i Bioenergoterapia olbrzymia wiedza czy zabobon…
Radiestezja pochodzi od łac. radiato- promieniowanie i gr. aesthesia- wrażliwość, odczuwanie. Można więc nazwać ją „odczuwaniem promieniowania”. Termin ten wprowadził w latach 30 XX wieku, francuzki ksiądz radiesteta Abbe Alexis Boule. A w roku 1968 została oficjalnie wpisana do rejestru UNESCO jako nauka. Stosowanie radiestezji miało miejsce w Chinach, już ok.2200 p.n.e. Uważają oni, że w ciele człowieka następuje nieustanny przepływ energii między nim, a światem zewnętrznym. W starożytnym Egipcie wykorzystywano oddziaływanie na człowieka energii kształtu oraz symboli. Radiesteci w swojej praktyce najczęściej używają różdżki, albo wahadła.
Bioenergoterapia stosowana była już w czasach starożytnych.
Różne techniki wykorzystuje się jako niekonwencjonalny sposób powrotu do zdrowia. Koncepcja chińska zakłada, że wszystko co nas otacza składa się z dwóch energii: żeńskiej i męskiej. Jeżeli pozostają one w równowadze, to energia przemieszcza się po ciele swobodnie i wtedy organizm utrzymuje właściwy poziom zdrowia. Bioenergoterapeuta potrafi dłońmi wyczuwać energię i negatywną usunąć z organizmu, a w to miejsce wprowadzić właściwą ,by wyrównać prawidłowy jej poziom w organizmie.
Radiestezja i bioenergoterapia uważana jest za medycynę alternatywną. Ponieważ oba dwa działy opierają się na właściwym przepływie energii, dobrze jest się zastanowić dlaczego ciało człowieka choruje. Mając na uwadze swoje doświadczenia uważam, że w 95% przyczyną większości chorób jest nasz stan psychiczny, emocje i zablokowane uczucia. W etapie następnym pojawia się zaburzenie w energetyce człowieka, a na samym końcu zaczyna chorować ciało. I w tym temacie tyle ile jest ludzi tyle samo zwolenników i przeciwników tej koncepcji. I każdy dostaje to w co wierzy najmocniej.
A teraz moja historia
Kiedy wyszłam za mąż i założyłam rodzinę, byłam przekonana, że mam prawo do podejmowania, całkowicie swoich decyzji, wprowadzania swoich koncepcji na życie mam prawo żyć według swojego własnego dekalogu. Jakże się myliłam. Dwoje ludzi pochodzących z dwóch różnych domów. Nie było w tym czasie żadnych perspektyw na własne M-????. Tak więc zamieszkaliśmy z rodzicami. No prawie byliśmy szczęściarzami. Bo wynajem w tym czasie też był dużym problemem. Każdy z nas młodych małżonków przejął wzorzec rodziny oparty na stereotypie panującym w jego rodzinie. Chcieliśmy innego życia, a z czasem zobaczyliśmy że zrobiliśmy tzw, „kopiuj i wklej”. W między czasie rodzina zwiększyła się o dwójkę dzieci i doszły kolejne obowiązki. Wewnątrz czułam pojawiający się bunt. To uczucie narastało we mnie przez wiele lat. Bunt przeciwko obowiązkom, oczekiwaniom innych i rodziny, a najważniejsze, że przeciwko samej sobie. Im bardziej starałam się spełniać wymagania otoczenia, tym silniejszy stawał się mój wewnętrzny opór. Czułam się rozdarta między tym czego ode mnie oczekiwano, a tym czego pragnęłam w głębi duszy. To napięcie doprowadziło mnie do stanu ciągłego niepokoju, a wewnętrzny bunt manifestował się jako lęk, frustracja i poczucie zagubienia. Czułam, że moje ciało jest w ciągłym, wewnętrznym stanie wojny.
Ten stan doprowadził mnie do uszkodzenia całego układu pokarmowego od przełyku do kilkudziesięciu nadżerek na dwunastnicy, co wykazała gastroskopia. W momencie, kiedy pojawiał się stres, całe moje ciało się napinało, a kiedy następowało rozluźnienie rozpoczynało się wymiotowanie tak do 15razy w ciągu jednego dnia. Czułam poobrywane mięśnie żebrowe, oddychanie sprawiało olbrzymi problem, a osłabienie nie pozwalało na normalne funkcjonowanie. Moje ciało cierpiało i było potwornie obolałe. Czułam się bezradna, sfrustrowana i coraz bardziej zrozpaczona. Tradycyjne metody leczenia, nie przynosiły rezultatów, zakładały leczenie skutków, a nie przyczyny choroby.
I tu zaczyna się kolejny etap.
Rozmawiając z moją przyjaciółką opowiedziałam co się ze mną dzieje i jak bardzo moje ciało cierpi. Po wysłuchaniu mnie zaproponowała mi wizytę u bioenergoterapeutki. Nie miałam zielonego pojęcia co i kto się tym zajmuje i na czym to polega. Ale tak mocno cierpiałam, że chciałam jak najszybciej poczuć ulgę. W progu przywitała mnie uśmiechem przemiła kobieta. Usiadłam, a jej głos dawał poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Używając wahadła sprawdzała stan zdrowotny mojego organizmu. Jednak zamiast ulgi czułam gniew na siebie i w głowie przewijało się pytanie, co ja tutaj robię. Nie rozumiałam niczego co było wykonywane. Używane było wahadło, a o reszcie to już nie pamiętam, bo czas zatarł te odczucia. W mojej głowie myśli szalały. Wewnętrzny krzyk. Jeszcze raz zadawane pytanie: „co ja tutaj robię”!!!. Wizyta po jakimś czasie zakończyła się. Nic nie rozumiałam z tego spotkania. Dziś już wiem, że wszystko co
jest nowe, nieznane, może wywoływać duże emocje. Upłynęło parę godzin i zaczynałam odczuwać spokój. Moje myśli czuły ukojenie. Zobaczyłam, że to nie są spotkania, na których stosuje się czarodziejską różdżkę, czy wahadło i wszystkie dolegliwości w jednej chwili mijają. To był mój początek odkrywania czegoś nowego i budzenia się innej świadomości. Zachęcona odczuwanym spokojem miałam ochotę na więcej. Po tych doświadczeniach trafiłam do klubu radiestezyjnego. A tam w każdym tygodniu przedstawiany był inny temat. Czy teraz było łatwiej?- NIE. Wszystkie poruszane tu tematy były dla mnie abstrakcją. Byłam osobą tak mocno stąpającą po ziemi, że informacje dotyczące energii, medycyny tradycyjnej i ludowej a do tego rozwój duchowy, tematy dotyczące aniołów, to było prawie jak szaleństwo. Początkowo byłam bardzo sceptyczna jednak postanowiłam spróbować, bo czułam, że nie mam nic do stracenia, a może liczyłam, że właśnie tu znajdę pomoc, której tak desperacko potrzebowałam.


