Tańczyć każdy może…
Moja przygoda z tańcem zaczęła się, kiedy byłam małą dziewczynką. Gdy miałam 6 lub 7 lat trafiłam do szkoły baletowej na zajęcia rytmiki. Kiedy rozpoczynałam drugi rok nauki w szkole, zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Było ono znacznie oddalone od poprzedniego i moja przygoda z rytmiką się zakończyła. Zaszczepiona w tym wieku miłość do tańca została jednak na całe życie. Lata mijały. Zachwycałam się baletem, spektaklami i filmami o tematyce tanecznej.
Jednak nic w tym kierunku nie robiłam. Będąc w szkole średniej, nabrałam trochę odwagi i zapisałam się na zajęcia z tańca towarzyskiego, które odbywały się w „Zamku” czyli w Centrum Kultury. Jednak i tu nastąpiła przerwa, ponieważ rozpoczęłam dalszą edukację i było coraz trudniej pogodzić to wszystko ze sobą.
Kolejny raz wróciłam do nauki tańca, kiedy zostałam mężatką. Życie z drugim człowiekiem, to nie tylko obowiązki, ale i wiele okazji do wspólnej zabawy. To imprezy sylwestrowe, karnawałowe, wesela, dyskoteki, spotkania integracyjne itd. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak bym się czuła, jeśli mój partner miałby awersję do tańca. I po raz kolejny zapisałam się, a raczej zapisaliśmy na zajęcia taneczne.
Wspólne początki były takie sobie, ale z czasem doszliśmy do momentu, w którym wspólny taniec daje nam dużo radości i dużo frajdy. Później urodziły się dzieci i kolejna przerwa w tańcu.
Jeżeli coś zakotwiczyło się w naszym ciele i naszym sercu, to już na całe życie. Dlatego ponownie ciągnęło mnie w kierunku tańca. W roku 2002 odbywało się V Biennale Tańca Współczesnego organizowanego przez Ewę Wycichowską. To Międzynarodowe Warsztaty Tańca Współczesnego. Najlepsi nauczyciele, tancerze i trenerzy zapraszani byli z całego świata. W tym właśnie roku po raz pierwszy również ja wzięłam udział w takich warsztatach. Miały one nazwę „Body Therapy”
W kolejnych latach:
-Terapia tańcem – integrujący trening twórczy
-Terapia tańcem – w zaburzeniach psychosomatycznych
-Terapia tańcem – w radzeniu sobie z lękiem i niepewnością
-Terapia tańcem – W poszukiwaniu wewnętrznego piękna
– Salsa
– Tańce w kręgu x2
– Samba brazylijska x2
-Terapia tańcem – Kobieta wojownik. W poszukiwaniu siły.
-Terapia tańcem – Kobieta w czerwieni.
W tamtym czasie nie było programów telewizyjnych, promujących warsztaty tańca. Dlatego tak chętnie amatorzy uczyli się od najlepszych nauczycieli. Zajęcia odbywały się w różnych budynkach szkół a wszystkie w pobliżu baletowej, czyli Starego Rynku w Poznaniu. Wszyscy uczestnicy mieli swoje identyfikatory z oznaczeniem Biennale, a każdy nosił je w taki sposób, aby był on dla wszystkich widoczny. Widziałam w nich dumę, że są częścią tej tanecznej społeczności.
Uczestnicząc w tych warsztatach wielokrotnie, z roku na rok zaczęłam dostrzegać swoje emocje, poznawać je i uczyć się je nazywać.
A zaczęło się tak…
Pierwsze zajęcia.
Cała grupa siedzi na podłodze. I niby nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Pierwsze ćwiczenie i prowadząca, która mówi, że za moment puści muzykę i w tańcu mamy pokazać co czujemy. Dodając, że każdy będzie ćwiczył w swoim tempie i nikt nie będzie oceniany. W tym momencie rozpoczął się w mojej głowie Armagedon. Gdyby można było nakręcić film z tego wewnętrznego dialogu i zarejestrować myśli, jakie się pojawiały… Zaczęłam od pomysłu, że wyjdę z tych
zajęć i nigdy tu nie wrócę. W tamtym czasie byłam osobą bardzo zamkniętą, z czego sama nie zdawałam sobie sprawy. Czułam oburzenie, wściekłość i nie
zamierzałam pokazywać, co czuję w swoim wnętrzu. Muzyka rozbrzmiewała po całej sali, a ja nadal siedziałam na podłodze. W głowie
buzowało. Dialog wewnętrzny nadal trwał. W pewnym momencie pojawiła się inna myśl. Odezwała się natura „poznanianki”. Jeżeli wyjdę z sali to muszę się liczyć, że pieniądze z opłaconych warsztatów przepadną. Pomyślałam, że jeżeli i tak te pieniądze wydałam, to będę ćwiczyć i nie zastanawiać się, co widzą i myślą inni. To był najważniejszy dialog w moim życiu, bo miał największy wpływ na mój dalszy udział w zajęciach tanecznych, a dalej, przełożyło się to na moje inne funkcjonowanie w życiu codziennym.
Następne, znaczące ćwiczenia, to samba brazylijska. Na sali grupa 50 osób. Prowadzący wystawiał swoją grupę na pokazie kończącym warsztaty. I tu występ na scenie. Publiczność, to uczestnicy wszystkich warsztatów. Trema. A dalej wspaniałe przeżycie. Bo byliśmy zawsze największą grupą na występach. Jak
wielkim przeżyciem było, jak wielkie były to emocje dla mnie, kiedy cała 50- osobowa grupa występowała na scenie tańcząc sambę, a w tej grupie byłam
również ja.
Zobaczyłam także magię czerwonego koloru na zajęciach „Kobieta w czerwieni” Puszczały emocje i otwierały się serca uczestniczek. Dostrzegłam, jaką siłę i jaką moc ma kolor czerwony. A z drugiej strony, jaką jest olbrzymia barierą dla wielu uczestniczek. To kolor silny, powodujący, że niektórzy czują się tak, jakby cały świat patrzył właśnie w ich stronę. Dlatego też, w większości, na ulicach widzimy kobiety w kolorystyce bardzo umiarkowanej, tzw. kolorach ziemi, który pozwala na schowanie się w tłumie. Na zakończenie, każda z uczestniczek wypowiadała się, by podsumować zajęcia. Swoją wypowiedź pamiętam do dnia dzisiejszego…
„Każdy, kto chce tańczyć, to swoją przygodę powinien zacząć od terapii tańcem, bo najpierw trzeba się otworzyć, by ciało czuło muzykę…” Można nauczyć się
różnych technik, ale tylko odblokowane ciało i odblokowany umysł pozwoli osiągnąć mistrzostwo. Prowadząca te warsztaty, Regina Wolska, to cudowny człowiek i wspaniały nauczyciel. Jeżeli kiedyś zobaczycie, że Renia prowadzi jakieś zajęcia, to zapisujcie się, bo to niezapomniana przygoda i niezapomniane przeżycia.
Warsztaty, to również występy, imprezy towarzyszące, a w Blue Note Jazz Club, uczestnicy i nauczyciele bawili i tańczyli razem. Niech zazdroszczą ci, którzy
nigdy nie doświadczyli tej Magii. Czuję olbrzymią wdzięczność, że brałam udział w tych wszystkich wydarzeniach. Pozwoliły mi one spojrzeć na siebie z zupełnie innej strony. Nauczyłam się, że w momentach olbrzymiego stresu, mogę uwolnić emocje z ciała, by mięśnie nie zapisywały tego napięcia. Można więc uniknąć tym samym wielu chorób.
Dziś, kiedy mam okazję być na parkiecie i słyszeć piękną, rytmiczną muzykę, to moje ciało jest gotowe, by tańczyć. Dzięki przepracowaniu swoich emocji, tańczę tak, jak mi w duszy gra i opinia ludzi na mój temat jest mi do niczego nie potrzebna. To jest ten czas, ta chwila, kiedy czuję magię tańca i tę jedność muzyki z każdym ruchem w tym czasie. To również medytacja w ruchu, kiedy ciało i umysł potrzebuje ukojenia. To wszystko ma wpływ na podnoszenie swojej
energii, swoich wibracji i daje ciału relaks, i olbrzymiego powera do dalszego działania. To przekraczanie swojej strefy komfortu. Nauka gracji, właściwej postawy, a oprócz nauki wspaniała zabawa i przyjaźnie na lata.
Taniec to magia.